rzeznik3

Na start kolejnego etapu znów dowiozła nas kawalkada busów. Tym razem korzystaliśmy z gościnności kierowców znacznie dłużej, ponieważ poranek był znacznie zimniejszy niż dzień wcześniej mimo, że start zaplanowano aż 1,5 godz. Później. Na Połoninę Caryńską ruszyliśmy dziesiątkami, zgodnie z kolejnością z poprzedniego dnia. Inaczej nie można rozpocząć rywalizacji, ponieważ szlak prowadzi wąskimi ścieżkami. Towarzyszyli nam przy tym procederze smutni panowie ze Straży Parku, zapewne chcąc naocznie zaobserwować jak wygląda i zachowuje się nowy gatunek na ich terenie, ultras pospolitas.

Zaczęło się od mozolnego wspinania ok. 600 metrów do góry, ale warto było. Widoki, przy prawie bezchmurnym niebie i “pustym szlaku” zapierały dech w piersiach. Niestety nie dane nam było zbyt długo kontemplować przyrody i trzeba było biec dalej. Krótszą połoninę pożegnaliśmy ostrym zbiegiem, bez wytchnienia w dół. Nie było łatwo, w szczególności dlatego, że nogi pamiętały wczorajszy etap. W Brzegach Górnych znów czekał nas poczęstunek i dobre słowo przed kolejną wspinaczką. I znowu kolejne metry do góry, a ja myślałem tylko o tym kiedy to się skończy. Na szczęście jeden z współtowarzyszy niedoli wspomniał swoją zasadę “do góry żeby się nie zajechać, a później na zbiegu na maksa”. Postanowiłem się tego trzymać, ale chyba nie do końca mi wyszło, skoro przed metą nie zobaczyłem już nawet jego pleców.

Zadziwiające jak majowe słońce potrafi przygrzewać o godz. 9.00 na bieszczadzkiej połoninie, mimo, że jeszcze tydzień temu spadł tam podobno śnieg. Nam pozostało tylko oszczędzać płyny i czym prędzej zmykać na dół. Ale zanim dotarliśmy do zbiegu, czekały nas niezwykle zielone o tej porze łąki, skałki malowniczo położone na grani i szczyt Smereka z charakterystycznym krzyżem. W dół zbiegało się nieco lepiej niż z poprzedniej połoniny, ale schody pojawiające się na szlaku wcale nie umilały nam tej czynności. Cóż, znak czasów, nawet w Bieszczadach chodzi się po schodach, choć dobrze, że nieruchomych. Ostatnie metry to sprint z góry i most, za którym była umiejscowiona meta. Ciekawe miejsce dla kibiców, bo z daleka było widać nadbiegających górali i wrzawa na mecie mocno nas dopingowała, aby z klasą ją przekroczyć. Ze Smereka znów przetransportowano nas do Cisnej aby zregenerować się przed kolejnym, już finałowym etapem zawodów. Prowadzący w klasyfikacji się nie zmienili, ale drugi zawodnik, Tomasz Polański z trzecim, Mateuszem Gapskim prowadzili zaciekłą rywalizację o miejsca na “pudle”. Mi udało się zdobyć identyczne miejsce jak dzień wcześniej więc utrzymałem szanse na realizację planu.

rzeznik4

Start do “sprinterskiego” odcinka rywalizacji odbył się w odległości kilkuset metrów od mety z dnia wcześniejszego. Znów strzał z rusznicy i co szybsi pognali płaskim odcinkiem do przodu. Warunki sprzyjały tym, którzy zachowali siły na naprawdę szybkie bieganie. Po minięciu punktu odżywczego, wyjątkowo umieszczonego już koło 7 kilometra, zaczęło się właściwe górskie ściganie. Dzień trzeci to zaledwie 800 metrów do pokonania w pionie, głównie w drodze na Fereczatą. Niby podejście nie było mordercze, ale zmęczenie po dwóch dniach dawało się we znaki. Potem dość pofalowanym terenem szlak poprowadził nas na Okrąglik, na którym skręciliśmy na północ do Cisnej. Mylili się ci, którzy już rozmyślali o zbieganiu na metę, walka o pokonanie dystansu potrwała jeszcze trochę, na podejściu na Jasło i Małe Jasło. Jeszcze chwila i dotarliśmy do zbiegu do Cisnej.

Tym razem, przerywany był krótkimi wypłaszczeniami dającymi chwilę wytchnienia. Mimo to dały się słyszeć mocno przyspieszone oddechy i ciche przekleństwa rzucane pod adresem wystających korzeni i luźnych kamieni. Trwała walka na ostatnich metrach 3-dniowej rywalizacji. Przez cały czas trwania zawodów nie doświadczyliśmy deszczu i chwile kiedy trzeba było powalczyć z błotem nas zaskakiwały. Nie inaczej było na ostatnim kilometrze, ale po przeskoczeniu strumyka i wbiegnięciu na most kolejowy wiedzieliśmy, że jesteśmy w domu. To mój pierwszy bieg, w którym najpierw dostałem do ręki piwo a dopiero później medal. Wielu zawodnikom to przede wszystkim płynne rzeźnickie trofeum w szczególności przypadło do gustu. Mi oczywiście też, tym bardziej że można było świętować realizację planu i dobre miejsce w generalce. Gdyby tylko się kiedyś udało przebiec klasycznego Rzeźnika w takim czasie... pomarzyć zawsze można.

facebook

pomiar czasu

rekordy pro run

kalkulatory biegowe

News - pozostałe

#1 Lifestyle - Zimowy Must-Have

  Zimowa pora wcale nie musi kojarzyć się z fatalnymi warunkami atmosferycznymi, przygnębien...

Pilates dla biegaczy

Czy wiesz, że "siła napędowa" u biegaczy powinna wychodzić z korpusu, a nie nóg? Czy wiesz, że moż...

#1 TRENING - CZYM JEST OKRES PRZYGOTOWAWCZY?

#1 TRENING - CZYM JEST OKRES PRZYGOTOWAWCZY? Na dobre wystartowały treningi przygotowujące naszyc...

6 urodziny Pro-Run

Potwierdzamy i zapraszamy na 6 urodziny Pro-Run. Realizujemy rzucony na treningu pomysł czyli rejs...

Rozpoczynamy sezon 2017/2018. Zapraszamy!

    Sezon 2017/2018 – ZACZYNAMY! Już w najbliższą niedziele o godz. 9.00 na Stadionie...

Medal korony gór polskich

Długo wyczekiwany medal już jest :) Dlaczego taki? Już odpowiadamy. Nasza drużyna nie tylko biega ...

News - zawody

Medal BTW 2017

Długo wyczekiwany medal już jest :) Dlaczego taki? Już odpowiadamy. Nasza drużyna nie tylko biega ...

30 km - Wyniki 16.07.2017

Wyniki biegu dostępne będą na stronie DATASPORT (obecnie są prowadzone prace na serwerze i nie mam...

Letnia Trzydziestka 2017

Ruszyły zapisy na nasz lipcowy sprawdzian na dystansie 30 km. Ponownie można będzie sprawdzić swoj...

Biuro zawodów również w piątek

Już w piątek otwieramy biuro zawodów na bieg w Siechnicach w sklepie sportowym Decatchlon Bielany ...

Posiłek regeneracyjny

Posiłek regeneracyjny jest bardzo ważny również po zawodach, tym razem serwujemy grochówkę w wersj...

Organizacja w Siechnicach

  W Siechnicach zapowiada się ponad pięciuset startujących, a wraz z nimi zapewne kibice. Aby ...